30     Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona     : The Simpsons: Hit & Run





Kim jest rodzina Simpsonów każdy widzi. Nie trzeba ich przedstawiać, gdyż są jedną z najlepiej rozpoznawalnych marek na świecie jak i mają swój rekord Guinessa.



Pisząc o marce (trademark) miałem na myśli rozpoznawalność nazwiska tej zwariowanej rodziny nie mniejszą zapewne niż rozpoznawalność znaku Coca-Coli. Plusy to to ma szczególnie dla właścicieli serii, minusy - dla nas. Od razu przechodzę tym samym do największego minusu gry, to jest ceny. Gra zręcznościowa tej klasy normalnie kosztowałaby jakieś góra sto złotych. Jednak świat Homera ceni się znacznie wyżej - i tak za grę, której zalety i wady niebezpiecznie się równoważą, płacimy sto czterdzieści złotych, co jest ceną oburzającą, jeśli weźmiemy pod uwagę rynek gier. Wyższe ceny ma LEM (właściciel QUAKE III, UNREAL, VAMPIRE - ten kosztował mnie sto dziewięćdziesiąt dziewięć złotych) jak i Microsoft, Cenega jednak prowadzi politykę cenową zbliżoną do CD Projektu, więc taka zapłata nie jest logiczne wytłumaczalna. Dla porównania ŚWIĄTYNIA PIERWOTNEGO ZŁA, najnowsze dzieło Troika Games (ARCANUM), wielce rozreklamowana kosztować ma dziesięć złotych mniej niż gra o przygodach w Springfield. Strasznie rozwlekłem tą rozmowę o pieniądzach, a jak wiadomo dżentelmeni o nich nie rozmawiają, jednak chciałem nakreślić nieobytemu czytelnikowi łatwe do zrozumienia porównanie cenowe gier.

The name is Homer

Przejdźmy w końcu do części właściwej recenzji. Ale to też zaraz. Jak wspomniałem, serial The Simpsons posiada własny rekord Guinessa, czyli jest najdłuższą serią filmu animowanego. Powstaje już kilkanaście lat, a odcinki zaczęły iść w tysiące. Co ciekawe, fan serialu nie widzi postępującej degradacji w fabule czy scenariuszu jak to często ma miejsce w przesadzonych ilościowo seriach. Odcinki pierwszy, setny i tysięczny są tak samo zabawne jak każde inne. Jednak też bardzo ciekawe (jak ten z "Krukiem" Edgara Allana Poe) i robione ze smakiem - dla każdego. W tym tkwi sukces serii.
Wróćmy do gry. Skąd oburzenie ceną? Poza tym, że gry i tak są w Polsce ciągle za drogie (choć jest coraz lepiej), przyjęło się, iż za grę średniej klasy nie płacimy tyle samo co za oczekiwany i rozreklamowany hit. Tym bardziej nie płacimy więcej.

Bartonova

Hit & uciekaj
Gra THE SIMPSONS HIT AND RUN opiera się na dość popularnym wśród różnych od PC platform growych schemacie, podobnym do CROCA czy innego SONICA. Jednak jest bardziej rozbudowana. Graficy stworzyli na nasze potrzeby duże miasto, Springfield oczywiście, w którym życie toczy się swoją drogą, a na ulicy spotkać można bardzo wiele ciekawych osobistości dość niepośledniego pochodzenia. Podczas zabawy spotkamy bohaterów kreskówki (Krusty, Szeryf, Dziadek i tak dalej), którzy przemówią do nas oryginalnymi głosami znanymi z serii. Co ciekawe, oprócz głównych misji, które trzeba będzie przejść by fabułę popchnąć naprzód, i podczas których spotkamy wyżej wymienione postaci, na chodniku spotkamy także lubianych bądź nie bohaterów kreskówki. Nie będą zatem wchodziły nam w drogę bezpłodne istoty stworzone na potrzeby gry, ale pełnokrwiści bohaterowie serialu Groeninga - co ważne dla ich głębi.
Jako się rzekło, świat jest zaludniony gęsto, różnorodnie, a algorytmy sterujące ruchami bohaterów niezależnych nie przypominają tych z nieodżałowanej gry Techlandu , CRIME CITIES.
Grafika trójwymiarowa tym samym nie psuje zabawy, jak można by było się spodziewać, jednak filmiki przerywające od czasu do czasu rozrywkę aż prosiłyby się o prawdziwą kreskę, nie tą renderowaną w 3D. Grafika jednak też ma swoje mankamenty, a przede wszystkim przestarzałe tekstury czy efekty jak i okropną momentami kamerę, którą stara się jak najmniej logicznie ustawić względem bohatera. Tutaj dochodzimy do sterowania - z nim niemało się namęczymy - nawet standardowe ustawienie klawiatura + myszka nie działa najlepiej, gdyż zmieniając pozycję myszy zmienia się ustawienie kamery a dopiero potem bohatera, co jest przynajmniej niekonsekwentne. Jeśli już dotrzemy do auta sytuacja się zmienia, bo kierowanie pojazdem jest jednym z przyjemniejszych aspektów rozrywki. Ale powoli.
Pojazdy, jakie napotkamy na swej drodze do rozwikłania tajemnicy (o której, inaczej niż zwykle, na końcu tekstu) nie grzeszą prostotą, więc zabawa jest przednia. Zaczynając od zwykłego samochodu Homera przejdziemy przez nadal zwykłe auta Marge czy Snake'a, ale zakończymy na takich machinach jak Zombie Killer (wyobraźcie sobie to po nazwie). Kilkanaście aut oddanych do dyspozycji gracza w zupełności wystarcza, czasem możemy kupić nowe maszyny, jednak do tego potrzebujemy pieniędzy (które, niczym w GTA, dostajemy po destrukcji czegoś/kogoś).

Itchy, Apu, Scratchy i... medytacja?

Pojazd to wciąż nie wszystko - liczy się dobra zabawa, a tą gwarantuje fizyka jazdy tudzież inne elementy pojawiające się na drodze. Gra ma służyć relaksowi, więc nie spodziewajmy się COLLINA MCRAE, to jest jednak duży plus gry, ta szaleńcza jazda.

Mmm... Pie...
Misje, jakie zdarzy się nam wykonywać, niestety nie grzeszą oryginalnością, więc mamy zbieranie przedmiotów na czas, wyścigi, wyścigi i zbieranie przedmiotów na czas. Zabawę umili nam muzyka, która jest jednym z większych plusów gry - ciekawa, nie męczy ucha a momentami wręcz gramy po to, by słuchać, nie na odwrót. Zadania pokonujemy kilkoma znanymi z serialu postaciami. Zaczynami Homerem, przez Barta, Marge czy Lise dojdziemy do Apu (indyjski sklepikarz), po czym znów Bart i Homer. Historia, którą mamy rozwikłać, ma związek z kilkoma dziwnymi faktami występującymi nagle na raz. Tak więc przyjdzie nam się zmierzyć z ogromnymi osami-kamerami, pomóc policjantowi w złapaniu złodzieja (w innej misji ten sam gliniarz goni nas za zniszczenie ciężarówki z pączkami...), czy w końcu uratować świat przed kosmitami. Cała zagadka, jak to zagadki mają w zwyczaju, jest tajemnicza, więc przechodzimy grę z coraz większą zaciętością ciekawi dalszego rozwinięcia fabuły (nie wszystkim grom przytrafia się frapująca fabuła...).

I can fly...

Czy czegoś nie dodałem? Chyba wszystko. Sama nalepka The Simpsons i oryginalne głosy bohaterów nie zrobią z gry hitu, choć słuchanie Homera czasami przyprawia o płacz ze śmiechu (stęskniłem się za tym głosem, chyba pora, by jakiś nadawca zaczął znów wyświetlać serial). HIT & RUN ma zadatki na bardzo dobrą grę zręcznościowo-platformową, nie posiada rażących błędów czy takich, które zniechęcają do zabawy. Jeżeli jakieś zadanie jest za trudne, gracz po kilku porażkach ma okazję pominąć ciężką misję. To dobre rozwiązanie, bo czasem wielka irytacja spowodowana takim twardym orzechem do zgryzienia wcale nie znika po zgryzieniu tegoż. Gra reklamuje się jako najlepsza produkcja o żółtej rodzince, tego jednak skonfrontować nie mogę, gdyż wcześniej nie miałem do czynienia z produkcjami tego typu (czyli dotyczącymi Simpsonów). Jak jednakowoż czasem wyglądają gry oparte o znaku towarowym, wiemy. Trzeba mieć pomysł na grę, nie tylko grę na pomysł (markę). HIT & RUN to solidna gra zawarta w świecie Simpsonów (a to przecież nasz świat, w krzywym zwierciadle, ale nadal nasz), warta jakiejś ceny, ale nie takiej, jaką nań nałożył dystrybutor. Nie wolno winić Cenegi, jednak jeżeli ktoś nie ma co zrobić ze stu czterdziestoma złotymi i do tego uwielbia logikę Homera - polecam. Ja to zrobiłem, nie jestem zawiedziony. Ale ta cena...


30     Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona     : The Simpsons: Hit & Run